glowna O klubie
Relacje Najblizsze plany
Kurs OT Forum
Kaszubska Włóczęga Sukkub
Puchar GDAKKA Sniegolazy
Dolacz do nas Szlak Zrodla Marii
Lista Klubowa Panel Uzytkownika
Odznaki PTTK Zasoby

Logo AKK GDAKK

SSPG

PTTK


tuttu

Coltex Dakar

Roberts


Kurs fotografii


Eko-Kapio


Radio Sar

Relacje z imprez
II Rajd Kursancki do Połczyna
termin: 25-26.04.2015
sezon: Wiosna 2015


II rajd kursancki AKK GDAKK odbył się pod hasłem „śladami Robin Hooda”. Tak więc jak przystało na porządnych klubowiczów, większość osób przebrała się, by nie odstępować wyglądem od reszty mieszkańców lasu Sherwood. A przebrania były przeróżne: od kapturów i czapek, po kalesony, płaszcze a nawet całe stroje. Niektórzy przynieśli własne łuki czy strzały. I tu była do wygrania pierwsza z trzech nagród- za strój. Aby ucieszyć więcej osób, organizatorzy byli tak dobrzy, że nagrodę przyznali dwóm osobom ;)
I po obowiązkowej wizycie w sklepie... ruszyli! A nie, najpierw jeszcze grupowe foto.
Po przystąpieniu do hymnu wyruszyliśmy w drogę. Ale ktoś nas musi poprowadzić, nie możemy tak błąkać się po lesie samopas. Jako pierwsza otrzymała to zadanie kursantka, która najgłośniej krzyczała, że ona nie prowadzi bo się zawsze gubi. I nas nie zawiodła ;). Drogę umilał nam nasz klubowy grajek (za czasów Robina zwałby się pewnie minstrelem bądź rybałtem...). No ale przecież nie możemy tak iść bez przerwy, trzeba zrobić popas. A podczas niego, jak to mamy zwyczaj, zagraliśmy w imiona i ninję. Oczywiście nie odbyło się bez turlania po ziemi.
Gdy wszyscy się już najedli i popili ruszyliśmy dalej. Idziemy, idziemy, idziemy... i towarzystwo zaczęło marudzić organizatorom że chcą kolejny popas. No way! Organizatorzy twardo odmówili i kazali iść dalej. I po krótkim czasie wyszliśmy z lasu i naszym oczom ukazał się dziwny obiekt.
-„Ej, a co to za strzecha, Biskupin jakiś?”
-„Nie wiem, chodźmy zobaczyć.” (organizator)
I tak udaliśmy się do Średniowiecznej Osady w Sławutowie, która została otworzona zaledwie tydzień wcześniej. Nikt nie spodziewał się takiej atrakcji i bardzo się cieszymy, że utrzymaliśmy to w tajemnicy – to była całkiem niezła niespodzianka. I tak grupa podzieliła się na mniejsze grupki i spokojnie każdy sobie pozwiedzał osadę. Mieliśmy okazję porozmawiać z rzemieślnikami odtwarzających dawne zawody: garncarzem, tkaczką jak i piekarką. Do pełni szczęścia brakowało tylko zielarza, który akurat wyszedł po zioła (i dość długo nie wracał...). Następnie po krótkim instruktażu odbył się mini turniej łuczniczy. I tu wyłonił się ukryty talent jednego z uczestników, który zdobył ponad dwukrotną wartość punktów uczestnika z II miejsca. Został nagrodzony niskoprocentowym trunkiem wyskokowym.
Po przyjemnie spędzonym czasie gdakki wróciły do środowiska, w którym czują się najlepiej- do lasu. I tam rozpaliliśmy ognisko (gitara cały czas w ruchu!). Po ognisku nadszedł czas najwyższy by dotrzeć do szkoły, w której mieliśmy nocleg. No ale przecież jest tyle śmiesznych rzeczy po drodze, jak na przykład kabelek czy pyłki. Nic dziwnego że tempo marszu było naprawdę żółwie. Tak więc do szkoły w Połczynie dotarliśmy około godziny 22.
Pod szkołą odbył się I turniej GDAKKa w kubba- grze wikingów. Zwycięska drużyna także otrzymała nagrody... i tu okazało się że jeden z uczestników rajdu został nagrodzony aż trzy razy. A był to prezes aka Matoczkin (przypadek? nie sądzę).
Z powodu późnego przybycia do szkoły i niedawnego ogniska kolację zjedliśmy dopiero o 00:40- ale na taką kolację warto było czekać! Nie tylko przepyszne jak zawsze kanapki, ale także naleśniki! I to z kremem czekoladowym ♥ Jako że organizatorom także ślinka leciała na ich widok (podziękowania dla zespołu kuchennego!) przemówienie nie trwało długo- a przynajmniej nie część mówiona przez organizatorów, choć jeden z uczestników poczuł wielką chęć do publicznych przemówień ;). Jednakże podczas kolacji jeden z rajdowiczów (przypadkiem ten sam od przemówień) wykazywał się nieposłuszeństwem i lekceważył klubowe tradycje kanapkowe- co zmusiło prezesa do spisania zasad na papierze.
O 3-4 rano znów graliśmy w kubba. I tu rozgrywki były znacznie bardziej ciekawe. Dlaczego? Bo gracze przyswoili sobie jedną z zasad- można rozpraszać przeciwników na wszelkie sposoby. Czy to wykorzystując walory kobiecego ciała czy stosując metodę „na napalonego elfa” :P. Rozegraliśmy także małą rundkę we flanki balla.
Następnego dnia spora część rajdowiczy wracała do siebie, jednak najwytrwalsi zostali i ruszyli do Grot Mechowskich. Po drodze nastąpiła akcja „ortografia”- chcąc zmieniać świat na lepsze zacznij od swojego najbliższego otoczenia. Gdakki ruszyły dzielnie do walki z wiatrakami.
Po zwiedzeniu Grot udaliśmy się do Wejherowa by tam zakończyć rajd- zgodnie z tradycją, pizzą.
P.S. Organizatorzy z całego serca przepraszają za brak gwiazd i ogólne zachmurzenie w godzinach nocnych. Zdajemy sobie sprawę, że dla wielu osób był to największy minus rajdu. Następnym razem się poprawimy- obiecujemy.
Monika Górnowicz
Maciej Mika
Komentarze wyjazdu